środa, 10 września 2014

Co z tym olejowaniem?

             Już nie raz wspominałam , jak nie przepadam za olejowaniem. Co prawda nie mam za wielu doświadczeń z olejami, ale i tak zdążyłam wyrobić sobie negatywną opinię. Uznałam, że moje włosy tego nie tolerują. No cóż, zawsze po nich  były tłuste, przyklapnięte, a nawet wysuszone (!!!). 

           Nic dziwnego , że przez kilka miesięcy dosłownie nie dotykałam tych kosmetyków, ewentualnie w celu zabezpieczenia końcówek. I to była czysta GŁUPOTA. Kilka dni temu jedna blogerka zainspirowała mnie do użycia oliwy z oliwek. Najpierw byłam niechętna , przekonana , że tym razem będzie "jak zawsze". Pomyślałam , że najwyżej umyję włosy jeszcze raz , a szkoda by było nie spróbować chociaż raz. Podreptałam więc do kuchni i powoli odkręciłam nakrętkę oliwy. Wylałam odrobinę na rękę i wmasowałam na długość , mniej więcej do ucha. Związałam gumką i chodziłam tak może z godzinę. Potem dokładnie umyłam włosy delikatnym szamponem i....

          I co?!

           I po wyschnięciu włosów byłam szalenie zaskoczona! Oczywiście pozytywnie ;) Nie mogłam aż uwierzyć, że uzyskałam takie efekty.
          Po pierwsze, nie było gorzej , niż przed nałożeniem, a to już wielki plus :D
          Po drugie, nic nie wisiało smętnie, nie było tłuste i posklejane . Zauważyłam też brak suchych końcówek. 
          Po trzecie , moje włosy naprawdę dobrze zareagowały na oliwę. Stały się miękkie, nawilżone i jakby pokryte nabłyszczającą otoczką . Jedyny minus, jaki zanotowałam , to lekkie obciążenie. Nie byłoby źle , bo lubię takie włosy, ale moje są niestety dość cienkie i średnio gęste, więc nie prezentują się najlepiej . Zwyczajnie tracą na objętości :(

           Chyba stanę się fanką olejowania :) Od tamtego czasu robię to codziennie (czyli jakieś 4 dni). Kupiłam sobie nawet olej migdałowy i musztardowy. Czekajcie na recenzje. Sama jestem ciekawa, jak się spiszą, bo nie mam kompletnie żadnego doświadczenia z tymi specyfikami i będzie to dla mnie duże zaskoczenie. Mogę powiedzieć tyle, że olej migdałowy nie ma żadnego zapachu , a szkoda, bo myślałam , że poczuję coś słodkiego . Musztardowy natomiast pachnie....no musztardą! :D Mam tylko nadzieję, że nie będzie aż tak wyczuwalny na włosach , bo nie jest to moja ulubiona nuta. Życzcie mi powodzenia i wytrwałości , bo z tym to różnie bywa . 

PS dostałam dziś paczkę z apteki, a w niej duuużo witamin . Sprawdzę ich efekty na włosy i cerę i jeśli będą coś warte , to dam Wam znać :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz