środa, 1 października 2014

BAD HAIR DAY

            Nagłówek zdradził chyba , co mnie dzisiaj spotkało. Na własne życzenie.


            No niestety, zły włosowy dzień zdarza się i mnie. Tym razem było naprawdę niewesoło . Jeden wielki puch i przesusz.
Czemu? Niewłaściwa pielęgnacja? Olej? Zabieg termiczny? Nic z tych rzeczy. Zrobiłam coś, co wiedziałam, jak może się skończyć. Jak jest pewne, że się skończy. Spałam w mokrych włosach , w koku. Dwa w jednym. Podwójne zło. Co mnie podkusiło? Odpowiedź jest prosta i zawarta w jednym krótkim, polskim słowie- SEN :) . No cóż, zmęczenie (wyczerpanie?) robi swoje. Moje zgubne praktyki skończyły się jak zawsze. Kładę się na łóżku z myślą "jestem taka zmęczona , a tyle pracy jeszcze przede mną. Położę się na 5 minut i zaraz wstaję " Jasne ... :) Zasypiam za każdym razem. Tak było i teraz. Po godzinie półprzytomna poszłam się umyć i związałam jeszcze mokre włosy w koka. Tak rano wstałam i już wiedziałam , że jest źle. Musi być źle. Było. 

NIGDY NIE MIAŁAM TAKIEGO PRZESUSZU!
          Mówię szczerze. Gdybym tylko rozczesała włosy , jak robię to codziennie, miałabym pospolitą szopę. Zamiast tego użyłam spora porcję olejku zabezpieczającego na końcówki i całość spryskałam gliss kurem w sprayu . Było dobrze?Nie było!
Siano zostało, choć ujarzmione . Potem jeszcze kilkukrotne fundowałam włosom taki mały zabieg . Do tej pory nie jest najlepiej i zaraz zabieram się za porządne maskowanie ;)


NIGDY NIE ŚPIJCIE W KOKU W MOKRYCH WŁOSACH

 Bynajmniej u mnie się to zupełnie nie sprawdza....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz