sobota, 8 listopada 2014

Aktualizacja włosów #3 październik

  Witajcie kochane!
   Po dłuuuuuugiej przerwie wracam do Was z nieco opóźnioną październikową aktualizacją . Chciałam dodać ją wcześniej,ale cięgle brakowało mi czasu. No, ale teraz właśnie się za nią zabieram :) Bez zbędnego przeciągania:


     Co używałam w październiku?

Szampon: Love2Mix awokado , Farmona Skrzyp polny(użyty raz)
Odżywka: Garnier Oleo Repair, Planeta Organica balsam cedrowy
Maska: Biovax do suchych i zniszczonych , Biovax proteiny mleczne, Alterra granat i aloes, Seboradin z naftą kosmetyczną
Olej: KTC migdałowy, KTC musztardowy, Babydream
Serum: Pantene eliksir z olejkiem arganowym
Odżywka b/s : Gliss Kur Oil Nutritive , Pantene do włosów słabych i zniszczonych
Wcierka: -
Suplementacja: -


            Październik był miesiącem , w którym nieco zaniedbałam włosy mniej dbałam o włosy. Nie miałam za dużo czasu, ani przyznam szczerze, chęci. Po prostu pozwoliłam im być, co kilka myć nakładając jedynie olej lub odżywkę/maskę.  Nic nie stosowałam regularnie, systematycznie. Całkowicie odrzuciłam wszelkie wcierki i oleje nakładane na skalp. Czemu? Na początku miesiąca zauważyłam wzmożone wypadanie. Nie wiedziałam , jaki może być jego powód. Postanowiłam odstawić wszystkie produkty , mające bezpośredni kontakt z skórą głowy. Jakaś poprawa nastąpiła, ale wciąż włosy jak leciały, tak lecą :( Martwi mnie to tym bardziej, że jestem posiadaczką bardzo cienkich i dość rzadkich włosów. Każdy ich ubytek dodatkowo pogarsza sytuację. Postanowiłam zawalczyć o gęstość i od wczoraj stosuję kozieradkę. Będę starać się używać ją każdego dnia i mam nadzieję , że przybędzie mi włosków. Jeśli chodzi o suplementację, to nie stosowałam nic , co miało wpłynąć na ich przyrost , czy kondycję . W październiku przyjmowałam tylko witaminy, żeby uzupełnić ewentualne niedobory. Teraz powracam do siemienia lnianego.  Podsumowując- w najbliższym czasie walczę o gęstość.


      A teraz uwaga- przełom w mojej pielęgnacji! Dobra, może odrobinkę przesadziłam ;) Nie mniej jednak jest to pewna zmiana. Kto czyta mojego bloga, ten wie, że nie przepadam za olejkiem Babydream. Po prostu źle na mnie działa. A raczej *działał. Nie wiem , co się zmieniło , ale polubiłam się z nim. Dałam mu drugą szansę, nałożyłam na noc i rano włoski były cudne! Miękkie, gładkie, takie , jak lubie :) Chyba powoli się do niego przekonuję.

     W zeszłym miesiącu podcinałam końcówki. Nie prezentowały się najlepiej i uznałam , że nie ma na co czekać. Nożyczki w dłoń ( nie moją oczywiście) i żegnamy się z rozdwojeniami .Nadal nie są w pełni zdrowe, ale ich stan się poprawia.


    Co ważne- zmieniła się struktura moich kosmyków. Zawsze twierdziłam, że noszę wysoko/srednioporowate kłaczki , a dziś oznajmiam, że są one niskoporowate. Czy to pielęgnacja je tak zmieniła? Być może , bo nie widzę innego wytłumaczenia. Bardzo się z tego cieszę, wreszcie są gładkie, śliskie , błyszczące nawet po użyciu samego szamponu. Jedyny minus to to, że objętość mocno spadła... No cóż, nie ma nic za darmo , ale ja się nie poddaję i walczę o nowe włoski :)



      Jak wygląda obecna fryzura?
 Przez podcięcie końcówek (ok.2-3 cm) długość chyba się nie zmieniła.  Na zdjęciu tego nie widać, ale włosy są na prawdę bardzo wygładzone i lejące .  Jak widzicie, ich ilość nie powala. Na pewno wyglądałyby 100 razy lepiej, gdyby było ich zwyczajnie więcej.  Na tym zdjęciu są po użyciu : oleju musztardowego i kozieradki na całą noc, szamponu skrzypowego, Biovaxu z proteinami mlecznymi i szczotki Tangle Teezer.

poniedziałek, 13 października 2014

Denko #1

           Witajcie! 
            Dzisiaj bez zbędnych wstępów od razu przejdę do rzeczy. Denko- pewnie każda z Was o tym słyszała i wie , o czym mowa . U mnie post z tej serii jak pojawi się raz na pół roku, to już będzie dużo :) Jak pewnie się domyślacie, ciężko idzie mi zużywanie kosmetyków i nawet te najmniejsze służą posłusznie przez wiele miesięcy. W ten sposób nie mam co denkować. Ostatnio jednak uzbierało mi się kilka opakowań. Jesteście ciekawe ,o czym mówię?


           

           Zdjęcie w potwornej jakości, ale mój telefon nie był w stanie bardziej się wysilić :)


           To co widzicie, to same kosmetyki do włosów. Co my tu mamy?


1. Odżywka Garnier Olejek z  Awokado i Masło Karite 

Mój absolutny hit! Uwielbiam tę odżywkę. Zawsze mi służy. Pachnie cudnie, wygładza, nawilża. Typowy emolient. Kupiłam ją kiedyś i nie zachwyciła mnie. Po czasie postanowiłam dać jej drugą szansę i nie żałuję. Jedna z najlepszych odżywek, jakie miałam. Kosztuje około 8-10 zł.


2. Suchy szampon Batiste

Wiele razy ratował mnie przed jakimś wyjściem, gdy na mojej głowie można było frytki smażyć ;))   . Daje wrażenie czystości. Tak , tak, tylko  (mowrażenie, bo tak na prawdę nie oczyszcza włosów, jak zwykły szampon, a jedynie maskuje brud. Udaje mu się to bez dwóch zdań. Już szykuję się , żeby kupić następny.
Kosztuje około 15-20 zł za tę pojemność. Ja znalazłam go na promocji w Biedronce za chyba 11 zł.



3.Szampon Love2mix z papryczką chilli

Produkcji rosyjskiej . Bardzo delikatny. Ma czekoladowo-pomarańczowy zapach :) Wydajny jak żaden. Pieni się i łatwo myje włosy. Nie zauważyłam przyspieszonego przyrostu , jaki zapewnia producent i kilka włosomaniaczek. Nie zmywa czasem oleju (może to ja źle to robię). Poza tym same plusy .



4.Odżywka Nivea Long Repair

Produkt, do którego nie mogłam się przekonać. Była hitem internetu, a na mnie zero efektów. Nie wiedziałam czemu.  Używałam i używałam a tu nic. Chyba była już w połowie, kiedy nagle coś się zmieniło. Moje włosy polubiły tę odżywkę! Nie jest najlepsza, ale i tak znajduje się w kręgu moich ulubionych :) Warto wypróbować.  
Kosztuje ok. 6-10 zł




            I to już wszystkie produkty. Tak wiem, mnóstwo tego! :D
Może za jakiś czas pojawi się coś nowego.


Już wkrótce coś innego na blogu :) Związane z włosami oczywiście. 



A na koniec chciałabym się Wam pochwalić, że zakupiłam kilka wosków Yankee Candle. Już czekam jak na szpilkach , aby je w końcu odpalić, ale jak wiadomo, poczta nie jest najszybsza . Jak tylko je dostanę , będę chciała napisać jakąś recenzję, co pewnie zdarzy się już za parę dni :)



wtorek, 7 października 2014

Co z tym Tangle Teezer...?

             Jakiś czas temu na blogu mogliście przeczytać słynnej szczotce. W tamtym poście bardzo ją zachwalałam. Jakie jest moje zdanie teraz? Zapraszam do czytania.

     
              Na pewno nie jestem jedyną , którą urzekła ta cudowna szczotka Tangle Teezer . Jest ona jedną z najpopularniejszych w Polsce (być może i na świecie :) ) i cieszy się dużym zainteresowaniem wśród włosomaniaczek. W końcu i mnie dosięgnął ten boom i zakupiłam oryginalny TT. 

źródło-internet

              Początkowo widziałam w nim same zalety i superlatywy. Nie myślcie, że teraz zmieniłam swoje zdanie o 180 stopni! To rzeczywiście jest świetna szczotka i polecam wypróbowanie jej każdemu. Po mniej więcej dwóch miesiącach postanowiłam zaktualizować recenzję. Dlaczego? Otóż mam trochę wątpliwości co do TT.  W internecie krążą setki wypowiedzi o tym, jaka to ona nie jest delikatna,  nie wyrywa włosów , nie szarpie. Możliwe , że inne dziewczyny rzeczywiście mają takie odczucia. Ja niestety nie. Już jakiś czas temu zwróciłam uwagę na to , że mimo wszelkich starań i jak najwolniejszego rozczesywania , nie obejdzie się bez wyrwania kilku włosów. Szczotka drapie mnie czasem zbyt mocno i nie jestem wcale taka pewna, na ile "delikatna" jest dla włosów. Cienkich i średnio gęstych - jak moje. Obawiam się , że końcówki mogą odrobinkę cierpieć podczas czesania. Nie chcę całej winy przypisywać Tangle Teezer, lecz mimo dobrej pielęgnacji i (w miarę) dobrej diety kondycja moich włosów uległa znacznemu pogorszeniu . Na pewno za niedługo zdecyduję się na podcięcie porozdwajanych końców, co mnie wcale a wcale nie cieszy( jak chyba każdą zapuszczającą fryzurę kobietkę :) ). 

           Oho, chyba przez przypadek wyszedł z tego dosyć pesymistyczny post. Wcale nie taki był mój zamiar. Ta szczotka nie jest zła! Żeby rozjaśnić to , co mi siedzi w głowie, podsumuje wszystko, co sądzę o TT .



                                             Plusy:
                 + bardzo dokładnie rozczesuje 
                 + niezwykle wygładza włosy
                 + sprawia, że są bardziej miękkie i lejące
                 + poprawia ogólny wizualny wygląd włosów
                 + przyjemnie masuje skalp
                 + jest bardzo poręczna i ma idealny kształt


Dodatkowo jest śliczna i samo trzymanie jej w rękach już sprawia przyjemność ;)
     

                                            Minusy:
                  - potrafi szarpać włosy
                  - gdy są mocno splątane , ciężko rozczesać je bez                             wyrywania
                  - może niekorzystnie wpłynąć na strukturę słabych                         włosów




              Lista jest oczywiście bardzo subiektywna. Sugerowałam się jedynie własnymi spostrzeżeniami i u każdego może ona wyglądać inaczej.  Jak widzicie plusów jest mimo wszystko więcej i moje ogólne odczucie jest pozytywne . Rozważam jednak zakup szczotki z włosia dzika, jako że o niej słyszałam mnóstwo zachwalających opinii. 
źródło-internet



             Was, jeśli jeszcze nie znacie Tangle Teezer, bądź nie mieliście okazji go użyć, serdecznie do tego zachęcam! :) Aby coś dobrze ocenić, należy zawsze wypróbować na własnej skórze własnych włosach :)



ps : chyba przeciążyłam mój skalp :(  od kilkunastu dni w zatrważającym tempie wypadają mi włosy. Nie wiem z jakiego powodu , ale zauważyłam , że dzieje się to najczęściej, gdy nałożę cokolwiek na skórę głowy. Dlatego postanowiłam przez kilka tygodni powstrzymać się od nakładania/ wcierania/olejowania czymkolwiek i zobaczymy , jakie uzyskam efekty. Oby to coś dało , bo jeszcze moment i zostanę łysa!! 

środa, 1 października 2014

BAD HAIR DAY

            Nagłówek zdradził chyba , co mnie dzisiaj spotkało. Na własne życzenie.


            No niestety, zły włosowy dzień zdarza się i mnie. Tym razem było naprawdę niewesoło . Jeden wielki puch i przesusz.
Czemu? Niewłaściwa pielęgnacja? Olej? Zabieg termiczny? Nic z tych rzeczy. Zrobiłam coś, co wiedziałam, jak może się skończyć. Jak jest pewne, że się skończy. Spałam w mokrych włosach , w koku. Dwa w jednym. Podwójne zło. Co mnie podkusiło? Odpowiedź jest prosta i zawarta w jednym krótkim, polskim słowie- SEN :) . No cóż, zmęczenie (wyczerpanie?) robi swoje. Moje zgubne praktyki skończyły się jak zawsze. Kładę się na łóżku z myślą "jestem taka zmęczona , a tyle pracy jeszcze przede mną. Położę się na 5 minut i zaraz wstaję " Jasne ... :) Zasypiam za każdym razem. Tak było i teraz. Po godzinie półprzytomna poszłam się umyć i związałam jeszcze mokre włosy w koka. Tak rano wstałam i już wiedziałam , że jest źle. Musi być źle. Było. 

NIGDY NIE MIAŁAM TAKIEGO PRZESUSZU!
          Mówię szczerze. Gdybym tylko rozczesała włosy , jak robię to codziennie, miałabym pospolitą szopę. Zamiast tego użyłam spora porcję olejku zabezpieczającego na końcówki i całość spryskałam gliss kurem w sprayu . Było dobrze?Nie było!
Siano zostało, choć ujarzmione . Potem jeszcze kilkukrotne fundowałam włosom taki mały zabieg . Do tej pory nie jest najlepiej i zaraz zabieram się za porządne maskowanie ;)


NIGDY NIE ŚPIJCIE W KOKU W MOKRYCH WŁOSACH

 Bynajmniej u mnie się to zupełnie nie sprawdza....

sobota, 27 września 2014

Aktualizacja włosów #2 wrzesień

                Witajcie! Dawno mnie już tutaj nie było. Nauka, szkoła, inne zajęcia i czasu jest coraz mniej. Teraz jednak przychodzę do Was z drugą już miesięczną aktualizacją włosów. Trochę się w mojej pielęgnacji pozmieniało , ale o tym za moment.

             
                 Na początku wstawiam świeżo zrobione zdjęcie:

      Wyglądają trochę na nierozczesane , ale uwierzcie na słowo, że rozczesywałam je przez kilka minut :) Po prostu coś się nie mogą ułożyć.
       Nie wiem , na ile włosy urosły, bo nie założyłam mojej fioletowej koszulki poglądowej . Wizualnie jestem jednak coraz bardziej zadowolona z długości :D Mam nadzieję że w rok wyhoduję włosy aż do talii. Nigdy nie miałam takich długich jak teraz. To już jest dla mnie super efekt.

       Co mnie martwi?

       Przede wszystkim rozdwajanie, które w ostatnim czasie przyspieszyło się znacznie. Przydałoby się już nieco podciąć końcówki, ale odwlekam to , jak mogę, bo żal mi tego, co urosło.

       Druga sprawa- wypadanie. Teraz już generalnie opanowane , ale jeszcze niedawno, na początku miesiąca było na prawdę źle. Pomogło mi chyba olejowanie i wcierka z kozieradki.

       Ostatnia rzecz to zmniejszona objętość/gęstość. Nie wiem, czy to wynik wypadania, kosmetyków , czy czegoś innego, lecz czuję , jakbym miała połowę swoich włosów. Mam nadzieję , że tak nie pozostanie, bo i tak mam je cienkie a teraz to już istne niteczki...

        Zmiany w pielęgnacji:

       Jak już mogliście przeczytać tutaj znowu zabrałam się za olejowanie. Przez długi czas byłam jego przeciwniczką, nawróciłam się jednak na dobrą drogę :) Nie używam już Babydream, który mnie tak skutecznie zniechęcił. Teraz na mojej szafce znajduje się olej migdałowy, musztardowy i łopianowy z czerwoną papryczką. Sprawują się świetnie! Dzięki nim ograniczyłam stosowanie masek i odżywek do minimum, bo nie potrzebuję ich tak bardzo. Włosy stały się miękkie , elastyczne i gładkie. Nie wykluczam , że szybciej rosną.

      Jak pisałam , na początku września zaczęły się problemy z wypadaniem. Włosy leciały jak szalone.Postanowiłam wypróbować kozieradki. Rzeczywiście pachnie rosołem :) Wcierałam przed myciem , bardzo niesystematycznie . Chyba pomogło, bo już wszystko jest  w normie.

     Kolejna zmiana to zmniejszone używanie odżywek i masek. Przed olejowaniem robiłam to codziennie, teraz tylko, kiedy nie nakładam oleju. W tym miejscu muszę jednak przyznać, że mam niemały problem z jego zmyciem. Często od razu po umyciu jest dobrze, a gdy budzę się rano i idę do szkoły , czuję , jakbym nie myła włosów od tygodnia. To bardzo uciążliwe ...

    Jeśli chodzi o suplementację, to przestałam zażywać Calcium Pantothenicum. Chyba nie za dużo mi jednak dawały, ale na brak efektów też nie narzekałam . Warto wypróbować :)

    To już tyle , jeśli chodzi o moje włosy.Wracam z tym postem za miesiąc.Zobaczymy, jakie zmiany nadejdą :)

piątek, 19 września 2014

Włosowy jesienny haul :)

             Ostatnio zauważyłam na mojej szafce z kosmetykami do włosów małe pustki. No cóż, był to najwyższy czas, żeby zaopatrzyć się w jakieś niezbędne nowości :)
             Tym razem postawiłam na naturę , czyli rosyjskie cudeńka i oleje. Bardzo polubiłam te wschodnie hity i póki co , całkiem nieźle dają sobie radę :) Nie wiem , czy kupiłabym tyle rzeczy , ile zaraz zobaczycie, gdyby nie fakt, że sklep Skarbysyberii.pl zaoferował nam -20%! Kocham takie przeceny i zawsze wtedy coś kupuję. Tym razem nie było inaczej:
oto moje zbiory :D


Jak widzicie jest tego trochę. Ja bardzo lubię robić sobie takie paczki, sprawia mi to naprawdę dużo przyjemności :)
Może , żeby nie wszytko naraz , będę po kolei opisywać kosmetyki .

1.Olej musztardowy KTC
 




    Kupiłam go na allegro.pl za około 8 zł za 250 ml. Słyszałam , że wpływa na porost włosów, a na tym mi bardzo zależy , więc nie mogłam go kupić. Tym bardziej , że za śmieszne pieniądze. Pachnie typową musztardą :P

                                






                                  2.Olej migdałowy KTC



 Ten olej jest już nieco droższy , bo kosztuje ok. 15 zł za 200 ml.
Wybrałam go , bo już od dawna się na niego czaiłam , o czym chyba wspominałam. Ciągle jednak nie miałam czasu , ani zbytecznych pieniędzy , a teraz tak się złożyło, że trafił w moje ręce . Nadaje się do włosów o średniej i wysokiej porowatości, czyli do takich jak moje :) Jest jednym z bardziej popularnych olei. Myślałam, że będzie pachniał słodko , ale nie wydziela żadnej woni.










3.Szampon Love2mix papryczka chilli i pomarańcza

O tym szamponie słyszała już chyba każda z Was. Jest to już mój drugi z kolei i na pewno nie ostatni. Recenzja tutaj (napisałam tam, że nie wiem, jak sprawdza się solo, bez użycia NICZEGO przed i po myciu, bo boję się sprawdzić, aby nie zastać przesuszenia. Teraz mogę powiedzieć jedno- sprawdza się ;) ). Kupiony za 12,90 za 360 ml .






4. Szampon Love2mix awokado

A oto brat swojego poprzednika ! Nie używałam go jeszcze, dzisiaj to zrobię. Ma rewelacyjne opinie, a że tę serię uwielbiam, nie mogłam nie spróbować i tego :) Cena : 12,90 za 360 ml
Chciałabym jeszcze tu tylko dodać, że Love2mix są super-wydajne i starczają na długo. Na pewno warte swojej ceny , a nawet o wiele wiele więcej.








                       5.Maska do włosów "Siedmiu sił"

Moim włosom starczy na około 3 razy. Używałam tylko raz. Nie było cudu, włosy normalne, jak zawsze, ale nie ma też na co narzekać :)

     






             6.Balsam do włosów "Odżywczo- regeneracyjny"
Tego nie miałam ani razu- za jakiś czas na pewno dwa słowa o nim.






                        7.Balsam Agafii "Rewitalizujący"
 Nie używany :)
Pachnie mydłem . Takim zwykłym mydlanym mydłem. Lubię ten zapach . Jest taki delikatny i świeży .

                   


    

                          8.Szampon Agafii "Rewitalizujący"

Szampon bardzo aksamitny w dotyku. Również czuć mydło :) Włosy po nim mięciutkie , milutkie , delikatne....

Po co mi tyle szamponów?! Ten jest akurat mojej mamy :) Ja kupiłam tylko (aż) 2. Trzeba korzystać, jeśli jest okazja.





Uff...napisanie tego posta zajęło mi z tydzień. Najpierw zaczęłam go i potem nie mogłam zabrać się za resztę . Odkładałam go z dnia na dzień. W końcu jest- wymęczony. Specjalnie dla Was :)

sobota, 13 września 2014

Włosowe MUST HAVE

       Dzisiaj troszeczkę inny wpis niż zawsze, bo chciałabym przedstawić Wam moją listę ulubieńców. Są to produkty bez których nie wyobrażam sobie pielęgnacji i które uwielbiam. Chcę przede wszystkim pokazać, co działa na moje włosy , co warto kupić i spróbować. 
       Moje włosy mają tak, że raczej nie zdarza się, żeby coś źle na nie działało i za to jestem im wdzięczna . Z drugiej strony ciężko jest mi trafić na coś naprawdę "wow" . Czasem jednak zdarzają się takie chwile ;) Zapraszam do czytania :

                             1.Szampony
                         Love2mix pomarańcza i papryczka chilli






                                      Love2mix awokado




Szampon Agafii rewitalizujący do włosów zniszczonych



                             2. Odżywki


                          Garnier Fructis  Goodbye Damage









Garnier Ultra Doux Awokado i Masło Karite







                                       Nivea Long Repair

        

                                4. Maski


                                     Alterra Granat i Aloes




                                 Biovax proteiny mleczne










Seboradin z naftą kosmetyczną 



4. Inne

Argan Oil olejek do zabezpieczania końcówek







Szczotka Tangle Teezer






Suchy szampon Batiste


Bez tych wszystkich produktów moja pielęgnacja nie byłaby kompletna . Są to moi bezwarunkowi faworyci :) Dzięki nim doszłam do takiego stanu włosów, jaki obecnie posiadam. Polecam każdej z Was wypróbowanie tych kosmetyków, bo działają cuda- przynajmniej u mnie . Ta lista będzie się pewnie z czasem zmieniać i przekształcać , więc postaram się ją co jakiś czas aktualizować :)

A już niedługo planuję post o kosmetycznych bublach :)


środa, 10 września 2014

Co z tym olejowaniem?

             Już nie raz wspominałam , jak nie przepadam za olejowaniem. Co prawda nie mam za wielu doświadczeń z olejami, ale i tak zdążyłam wyrobić sobie negatywną opinię. Uznałam, że moje włosy tego nie tolerują. No cóż, zawsze po nich  były tłuste, przyklapnięte, a nawet wysuszone (!!!). 

           Nic dziwnego , że przez kilka miesięcy dosłownie nie dotykałam tych kosmetyków, ewentualnie w celu zabezpieczenia końcówek. I to była czysta GŁUPOTA. Kilka dni temu jedna blogerka zainspirowała mnie do użycia oliwy z oliwek. Najpierw byłam niechętna , przekonana , że tym razem będzie "jak zawsze". Pomyślałam , że najwyżej umyję włosy jeszcze raz , a szkoda by było nie spróbować chociaż raz. Podreptałam więc do kuchni i powoli odkręciłam nakrętkę oliwy. Wylałam odrobinę na rękę i wmasowałam na długość , mniej więcej do ucha. Związałam gumką i chodziłam tak może z godzinę. Potem dokładnie umyłam włosy delikatnym szamponem i....

          I co?!

           I po wyschnięciu włosów byłam szalenie zaskoczona! Oczywiście pozytywnie ;) Nie mogłam aż uwierzyć, że uzyskałam takie efekty.
          Po pierwsze, nie było gorzej , niż przed nałożeniem, a to już wielki plus :D
          Po drugie, nic nie wisiało smętnie, nie było tłuste i posklejane . Zauważyłam też brak suchych końcówek. 
          Po trzecie , moje włosy naprawdę dobrze zareagowały na oliwę. Stały się miękkie, nawilżone i jakby pokryte nabłyszczającą otoczką . Jedyny minus, jaki zanotowałam , to lekkie obciążenie. Nie byłoby źle , bo lubię takie włosy, ale moje są niestety dość cienkie i średnio gęste, więc nie prezentują się najlepiej . Zwyczajnie tracą na objętości :(

           Chyba stanę się fanką olejowania :) Od tamtego czasu robię to codziennie (czyli jakieś 4 dni). Kupiłam sobie nawet olej migdałowy i musztardowy. Czekajcie na recenzje. Sama jestem ciekawa, jak się spiszą, bo nie mam kompletnie żadnego doświadczenia z tymi specyfikami i będzie to dla mnie duże zaskoczenie. Mogę powiedzieć tyle, że olej migdałowy nie ma żadnego zapachu , a szkoda, bo myślałam , że poczuję coś słodkiego . Musztardowy natomiast pachnie....no musztardą! :D Mam tylko nadzieję, że nie będzie aż tak wyczuwalny na włosach , bo nie jest to moja ulubiona nuta. Życzcie mi powodzenia i wytrwałości , bo z tym to różnie bywa . 

PS dostałam dziś paczkę z apteki, a w niej duuużo witamin . Sprawdzę ich efekty na włosy i cerę i jeśli będą coś warte , to dam Wam znać :)

sobota, 6 września 2014

Na kłopoty z rozczesywaniem...

                Ah , jaką cudowną mamy jesień. Na razie pogoda dopisuje ,przynajmniej u mnie :) Słońce świeci ,od rana jest ciepło, nie wieje wiatr. Czuję się prawie jak na wakacjach , z tym , że już niestety trzeba chodzić do szkoły. Czasu na szperanie w blogach mam zdecydowanie mniej . Tak samo z resztą jak z dbaniem o włosy. Czasem nawet ciężko znaleźć czas na umycie. Staram się jednak nie zaniedbywać pielęgnacji. Moją największą motywacją jest blog, który prowadzę. Dzięki niemu jestem w miarę systematyczna i staram się odkrywać coraz to nowe "przepisy" i kosmetyki.Ale nie o tym dzisiaj. 
          
              W tym poście chciałabym się podzielić z Wami moim nowym odkryciem. Jest to coś , co pomaga mi rozczesać włosy, nie szarpiąc ich . Nadaje odrobinę blasku i wygładza. Pewnie każda z Was widziała ten kosmetyk . O czym mowa?

O sprayu z firmy Glisskur !!!
Odkryłam go jakiś czas temu . Wcześniej używałam wersji z jedwabiem, którą z całego serca odradzam. Totalnie się nie spisała. Wysuszała włosy , a przy skalpie szybciej mi się tłuściły. Nie pachniała też za fajnie. I jak tamtej nie polubiłam , tak ta sprawuje się bardzo dobrze. 


Jakie wrażenia?
Nie jest to może HIT , ale i tak lubię tę odżywkę. Pachnie sokiem brzoskwiniowym :D  Zazwyczaj używam jej przed wyjściem z domu i po wysuszeniu włosów, w celu zabezpieczenia ich przed zniszczeniami. Zawiera kilka olei , co ostatecznie przekonało mnie do zakupu . Wiadomo, pomimo nazwy "odżywka" nie zrobi z naszymi włosami tego , co ta tradycyjna. Szybko też znika jej "efekt" i jest słabo wydajna. Mimo wszystko lubię ją za zapach, ułatwione rozczesywanie,wygładzenie i optyczne nabłyszczenie. Czasem takie rzeczy naprawdę przydają się , gdy chcemy gdzieś wyjść, a nasze włosy nie prezentują się ciekawie. Nie ma co oczekiwać, ze spalonych , wykruszonych włosów gładkiej tafli nie zrobi :) Posiadaczki w miarę zdrowych włosów powinny być zadowolone .

Za ile ją kupimy i gdzie?

W niektórych supermarketach i drogeriach. Ja kupiłam w Rossmannie . Jej cena waha się w zależności , czy obowiązuje cena promocyjna od ok.16 zł do 10. Ja kupuję tylko wtedy, gdy są za 10 zł. Uważam , że to jest odpowiednia cena. Więcej bym chyba nie dała. 

Jakie rodzaje mamy do wyboru?

Z tego , co się orientuję, jest ich kilka. Każdy ma inne "działanie", choć one głównie pomagają nam rozczesać włosy . Warto wypróbować kilka, bo może tak jak ja, nie od razu traficie na tę odpowiednią dla Waszych włosów. Na pewno są też takie spraye innych firm, ale jakoś nigdy nie rzuciły mi się w oczy. Może z wyjątkiem Pantene , który używałam lata temu. Popróbujcie różne , może coś trafi w Wasz gust i upodobania.

P.S. Dzisiaj zamówiłam sporo nowych kosmetyków do włosów! Mam nadzieję , że szybko dojdą. Jak tylko to się stanie, oczekujcie wiadomości na blogu. A potem tylko czekajcie na recenzje :)

niedziela, 31 sierpnia 2014

Recenzja szczotki Tangle Teezer

                      Jakiś czas temu, na początku wakacji kupiłam sobie coś, o czym od dawna myślałam i słyszałam. Mam na myśli szczotkę. Nie jakąś byle jaką- słynną TANGLE TEEZER. Cieszy się ona wielką popularnością wśród włosomaniaczek i nie tylko. Nawet moje koleżanki, które nie interesują się pielęgnacją włosów, postanowiły ją nabyć. 
                    
                   Gdzie i za ile ją zdobędę?


                  Kupić ją można na allegro, w sklepach internetowych albo fryzjerskich. Ja swoją kupiłam "od ręki", bo bałam  się , że może przyjść podróbka. Dałam za nią 59,90 , chociaż teraz wiem, że chodzą nawet za 30 zł. No cóż- odrobinkę przepłaciłam :) 



     A tak wygląda to moje małe cudeńko ... ;)


         Jest już trochę zniszczona, bo przeżyła kilka bolesnych upadków, ale trzyma się nieźle. Nic się nie łamie , nie wygina. 


        Jak pewnie zauważyłyście, jestem bardzo pozytywnie nastawiona do tej szczotki. Czemu? Już mówię. Po pierwsze , ma bardzo ładny wygląd, naprawdę mi się podoba . Kolejna zaleta- jest bardzo wytrzymała. W zwykłych drogeryjnych szczotkach zazwyczaj po kilku tygodniach wypadały pierwsze "ząbki" . Te są bardzo elastyczne i nic się z nimi nie dzieje. Oczywiście na siłę dałoby się je połamać, ale chyba nikomu o to nie chodzi :)
Tangle Teezer poważnie potrafi zmienić wygląd włosów. Po wyschnięciu są postrączkowane , wyglądają na suche i szorstkie. Zawsze wtedy czeszę je i ....ta dam! W jednej chwili stają się lejące, miękkie i błyszczące. Naprawdę polecam ją każdej kobiecie, bo jest cudowna. Jedyne co mnie drażni to kłopot w czyszczeniu jej. Przez sporą ilość "ząbków" włosy bardzo wplątują się w szczotkę i mam kłopot z wyciągnięciem wszystkich . Myślę, że nie stanowi to większego problemu, bo zawsze jakoś daję radę :)


        Tangle Teezer dostępny jest nie tylko w jednym kolorze, który pokazałam wyżej. Oto inne do wyboru:

        Przed zakupem miałam obawy, czy będzie dostatecznie delikatna dla moich łamliwych , cienkich włosów. Jest , pod warunkiem , że używam jej delikatnie, rozczesując powoli najpierw końcówki , posuwając się w górę ,aż do końca. Gdybym robiła to w inny sposób pewnie mogłaby połamać te włosy, które nie są w najlepszej kondycji.  

      Do jakich włosów się nie nadaje?

      Według mnie raczej nie do kręconych , które najlepiej reagują na grzebień z szeroko rozstawionymi ząbkami. Efekt mógłby być "szopowaty" .

      Nie wiem jak z tymi bardzo gęstymi, podobno ciężko je nią rozczesać, ale mnie to nie dotyczy na (nie)szczęście :).

     Te kilkadziesiąt złotych to dużo jak na szczotkę do włosów, opłaca się wydawać tyle pieniędzy?

       Uważam, że jak najbardziej TAK. Szczotka to coś, co posłuży nam na wiele miesięcy. Przecież używamy jej codziennie. Chyba lepiej wydać raz trochę więcej , niż co chwilę kupować byle jakie zamienniki z drogerii. Tym bardziej, że bez wątpienia spełnia swoje zadanie- rozczesuje, wygładza , poprawia wizualny stan włosów .


      Podsumowując, uważam , że warto mieć swoją Tangle Teezer. Jeśli nie jesteście przekonane, czy ją kupić , poczytajcie inne recenzje lub pożyczcie od koleżanki, która jej używa i przekonajcie się na własnych włosach . Może okaże się także Waszym hitem? :)

sobota, 30 sierpnia 2014

Super sposób na przetłuszczające się włosy

            Wiele dziewczyn ma wielki problem dotyczący przetłuszczania się włosów. Ja zmagam się z nim odkąd pamiętam. Niektóre dziewczyny rozpaczają, kiedy muszą myć włosy co 2 dni. Mają szczęście! Ja robię to codziennie.

            Niedawno odkryłam pewien sposób, aby coś zadziałać w tej sprawie :) nigdy o nim nie słyszałam, chociaż oczywiście może być od dawna znany i stosowany. O czym mówię ?

                O WCIERCE Z CEBULI

           Zaczęłam jej używać w celu przyspieszenia porostu i po kilku użyciach zaobserwowałam , że nie muszę już myć włosów następnego dnia. Są w super stanie pomimo braku oczyszczania. Na początku nie wiązałam tego ze stosowaną wcierką. Myślałam, że może taki dzień, może przypadek....ale to się powtarzało ZA KAŻDYM RAZEM i w końcu przyznałam , że to musi być "wina" wcierki z cebuli.
   
          Jak ją wykonać?

         Bardzo prosto  i szybko ! Bierzemy cebulę, obieramy z łupinek, trzemy na tarce do miski, odsączamy sok z cebuli od resztek i kładziemy go na głowę. Trzymamy w zależności od wrażliwości skalpu- od kilku minut do nawet godziny, jeśli mamy taką potrzebę. Ja zwykle robię to około 20 minut.

        Nie mam pojęcia, jak sprawdza się w celu przyspieszenia porostu, bo zwyczajnie za krótko używam tego specyfiku, ale samo to ,że przedłuża świeżość włosów jest tak wielką zaletą, że będę stosować wcierkę nawet, jeśli nie sprawdzi się przy zapuszczaniu . 

    

czwartek, 28 sierpnia 2014

Aktualizacja włosów #1 sierpień

          Ah...dni robią się coraz krótsze i chłodniejsze. Szorty i topy zaczynam powoli wymieniać na dżinsy i swetry. Szczęście, że dzisiaj mogę jeszcze nacieszyć się świecącym słońcem. Jest miło, ciepło, słonecznie , aż chce się wyjść na spacer. Zanim jednak to zrobię zapraszam Was na moją pierwszą - sierpniową- akutalizację włosów :)

       Już bardzo dawno nie wstawiałam zdjęć moich włosów. Zazwyczaj pisałam tylko co używałam i jak się sprawdziło. Uznałam , że chyba już pora przypomnieć Wam , jak wyglądają moje kosmyki.

      Najpierw zrobiłam to zdjęcie:
    Ale potem zaczęłam przeglądać mojego bloga w poszukiwaniu archiwalnych fotek i trafiłam na tę:
    Dodałam ją 21 lipca- w dzień moich urodzin, niemalże miesiąc temu. Stan moich włosów możecie porównać już teraz (na aktualnym zdjęciu wydają się przyklapnięte, ale to przez to, że nie wyschły jeszcze dokładnie). Chwilę później pomyślałam, że chyba fajniej by było pokazać też, ile albo czy w ogóle urosły od tamtego czasu. Wygrzebałam z prania fioletową koszulkę i jeszcze raz zrobiłam zdjęcie.


Jestem bardzo szczęśliwa, bo żyłam w przekonaniu , że moje włosy stoją w miejscu. Tymczasem miła niespodzianka. Lipcowe końcówki znajdują się równo tam ,gdzie kończy linia rękawów. Sierpniowe sięgają koło dwóch centymetrów poniżej !!! Jak dla mnie odniosłam sukces! Może dla niektórych to naturalny przyrost przy stosowaniu suplementacji , ale uwierzcie, te włosy , które widzicie u góry, są WYJĄTKOWO oporne na wszystko.

Jeszcze tylko parę słów o tym , co zastosowałam :

Najpierw nałożyłam odżywkę Gernier Oleo Repair - na minutkę w celu zabezpieczenia włosów przed nadmiernym wysuszeniem . Następnie umyłam głowę moim ukochanym szamponem LoveToMix z papryczką chilli. Potem nadeszła kolej na odżywkę Garnier Awokado&Masło Karite z tym ,że tę trzymałam około 20 min. Na koniec przez moment potrzymałam na włosach śluz z siemienia lnianego . Po wyschnięciu kilka kropel olejku arganowego na końcówki i mgiełki  z firmy Glisskur .

sobota, 23 sierpnia 2014

Moja mała wielka wygrana :)

   
          Ostatnim czasem brałam udział w kilku kosmetycznych rozdaniach.  Wygrać jest dosyć trudno ze względu na sporą liczbę chętnych (no kto z nas nie chciałby dostać czegoś fajnego za darmo?). Nigdy nie miałam przysłowiowego "farta" w wszelakich konkursach , loteriach. A nagle...niesamowicie miła niespodzianka!
WYGRAŁAM! 

          Co ? Maskę firmy Seboradin. O dokładnie tę:

źródło-internet

            W tym miejscu serdecznie dziękuję Oli, która stworzyła rozdanie i zachęcam do rzucenia okiem na jej blog -o tu!

 

                   Ucieszyłam się ogromnie! Maska przyszła do mnie w trybie ekspresowym- chyba 2 dni po przesłaniu danych.Użyłam ją  już następnego dnia. Nie miałam pojęcia , jak się sprawdzi, bo masek tej firmy jeszcze nie miałam i nie jest ona jakimś bezwzględnym hitem internetu, ale jej przecudny zapach i zbita konsystencja mnie urzekły.

Jak się sprawdziła?

         
         Pomimo wątpliwości, które okazały się zbędne, maska okazała się strzałem w dziesiątkę. Naprawdę nawilża włoski. Stają się delikatne i mięciutkie- czyli takie, jakie lubię. Wady? Niestety nie jest bardzo wydajna. Musiałam wyciskać ją kilka razy, żeby pokryć całą długość. Jej cena też mogłaby być niższa, chociaż i tak sądzę, że jest współmierna do działania produktu. 

Czym wyróżnia się Maska z naftą Seboradin?

  
       Na pewno pięknym zapachem, który urzekł mnie od razu. Dla mnie są to kwitnące kwiaty - może pyłek kwiatowy. Nie każdemu się spodoba, mnie przypomina wiosnę i może dlatego go polubiłam. Druga sprawa to opakowanie. Wygląda na "apteczne"- wiecie, takie profesjonalne, przez co mamy wrażenie, że używamy czegoś wyjątkowo skutecznego. I nie jest to mylne odczucie. 



       Ah, teraz znowu mam "bad hair day". Jak tylko widzę te końce, mam ochotę ogolić się na łyso :( Moje kosmyki mogę odżywiać non stop, nawet dwa razy dziennie, a im wciąż mało. Już nie wiem , co mogłoby przedłużyć stan nawilżenia, ale nie poddajemy się ! Walczymy! Aż osiągniemy to , co chcemy!
          

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Co w końcu z tymi końcówkami?

            To jedna z największych włosowych zmor nie tylko włosomaniaczek, ale bardzo wielu kobiet. Można z nimi walczyć tygodniami , miesiącami, latami ...a i tak efekt nie zawsze jest zadowalający. Co mam na myśli? Oczywiście końcówki. Rozdwojone!


źródło-internet

        Stan naszych włosów odzwierciedla nasze zdrowie lub jego brak. Zły wynika najczęściej z braku witamin, nieodpowiedniego odżywiania, zbyt rygorystycznej diety lub problemów skórnych bądź hormonalnych. W przypadku poważniejszych kłopotów ze zdrowiem należy natychmiast udać się do lekarza specjalisty. Jeśli doskwiera nam jedynie brak odpowiedniej ilości witamin albo źle się odżywiamy , możemy sami spróbować poprawić kondycję włosów. Zyskają na tym nie tylko one , bo wpływa to między innymi na samopoczucie , odporność , stan cery, paznokci, całego ciała. Co ważne, zanim zaczniemy kurację suplementami , musimy mieć pewność, że jest nam to potrzebne i faktycznie mamy niedobory. W przeciwnym razie tylko sobie zaszkodzimy. Nie zaszkodzi natomiast na pewno starannie dobierany jadłospis . Warzywa, owoce , pestki , orzechy to coś ,co z pewnością powinno zagościć w naszej kuchni. Teraz, gdy mamy jeszcze lato, łatwo je zdobyć. 


    Co nasze włosy lubią "jeść"?

kwasy omega-3 (występują m.in. w rybach)

żelazo ( czerwone mięso , kakao , suszone morele, brokuły , fasolka szparagowa, kasza gryczana i jaglana)

witamina A (masło , mleko, jaja, ryby , wątroba)

witamina E (oleje roślinne, migdały, margaryna, jaja, marchewki, orzechy włoskie i ziemne, mleko, brukselki, mąka pełnoziarnista, kiełki pszenicy, zielonolistne warzywa)

selen (wątróbka , ryby, skorupiaki, czerwone mięso, mąka pełnoziarnista, ryż brązowy, ser żółty, jaja, czosnek, cebula, kapusta, szparagi, pestki dyni i słonecznika, sól morska)

biotyna (mleko , szpinak, brokuły, sałata, mięso, żółtka jaj, mąka sojowa, owoce , orzechy, kalafior, drożdże, wątroba)

cynk (ostrygi , wątroba, owsianka, mąka razowa, pestki dyni i słonecznika, żółtka, mięso indycze)

      Ja jestem wegetarianką, w dodatku za wieloma warzywami niespecjalnie przepadam. I cóż...wiem, moja dieta nie jest perfekcyjna, dlatego mam ogromny problem z rozdwajaniem włosów. Postaram się jakoś uzupełniać braki i może coś z tego wyjdzie :)

     Kolejna sprawa , bo przecież nie tylko dieta ma w tym swój udział, to odpowiednia pielęgnacja. 

Czy myjesz włosy delikatnym szamponem?
Czy chronisz je przed wiatrem i słońcem?
Czy rozczesujesz je delikatnie?
Czy używasz odpowiednich gumek?
Czy unikasz gorącego nawiewu w suszarce, prostownicy, lokówki?
Czy odżywiasz swoje włosy?
Czy zabezpieczasz końcówki serum lub olejkami?

    Dopiero gdy na wszystkie pytania odpowiesz twierdząco, możesz zacząć dziwić się , gdy ujrzysz zniszczoną końcówkę. Jeśli odpowiedziałaś choć na jedno pytanie przecząco, przykro mi , ale to może być powód Twojego problemu. Dbanie o włosy to coś naprawdę ważnego. Odpowiednia pielęgnacja może zdziałać cuda! Nie wierzysz? Przekonaj się sama! Najczęstszym "grzechem" przez nas popełnianym jest prostowanie włosów. Spotkałam się z opiniami , że wykonywanie tego "raz na jakiś czas" wcale nie szkodzi. Jesteś pewna? Przejedź rozgrzaną prostownicą po skórze. Będzie boleć? Tak myślę ;P Ale przecież skóra to nie to samo, co włosy. Faktycznie. I o ile skóra "żyje" , a więc może się zregenerować, włosy są martwe i tego dokonać nie są w stanie. Dlatego zastanów się 2,5,10, 100 razy zanim zdecydujesz się na prostowanie. Nie muszę chyba mówić jak szkodliwe jest gwałtowne czesanie, zbyt mocne związywanie, codzienne suszenie , ciągłe mycie silnym szamponem . A już najgorsze stosowanie tego wszystkiego naraz!

Obcinanie końcówek

    Czyli coś, czego nienawidzi każda zapuszczająca pani. Szczególnie, gdy włosy jak na złość, w ogóle nie chcą ruszyć i bywa , że stają się coraz krótsze i krótsze...
    Niestety, jest to nieodłączna część zapuszczania i walki o zdrowe końce. Choćbyśmy o nie dbały z całego serca, robiąc wszystko, co nakazują ulotki, blogerki i media, nawet najzdrowsze włosy po jakimś czasie zaczną się niszczyć. Nie ma na to rady. Jedne z nas muszą podcinać je co miesiąc, inne co pół roku, a znajdą się i takie, które robią to co dwa lata. Wedle potrzeb :)
    

 Czyli kiedy mam podciąć te włosy?!
  Wtedy , gdy zauważysz, że pojawia się coraz więcej tych połamanych , rozdwojonych , roztrojonych i tak dalej oraz jeśli wraz z długością są coraz cieńsze. Nie wygląda to ani ładnie , ani estetycznie a już na pewno nie zdrowo. Czasem wydaje nam się , że może ten włosek nie jest jeszcze w takim złym stanie?

źródło-internet
       Tak właśnie w laboratoryjnym zbliżeniu wygląda takie zniszczenie. Nieciekawie, prawda? Co gorsze- nie zlikwidowane posuwa się w górę. Czyli będzie po prostu coraz gorzej. Jedyne wyjście- nożyce. Nie ważne, gdzie podcinacie. Ważne, aby były one maksymalnie ostre. Tylko takie nie zmiażdżą włosów. Najlepiej robić to na mokro. Jeśli macie zaufanego fryzjera, to świetnie. Nie? Żaden problem. Poproście kogokolwiek w miarę sprytnego do wykonania tego zadania. Tylko tak można zlikwidować to , co już się zniszczyło. To jest mój najmniej lubiany punkt, jak pewnie każdej z Was, ale trudno, dla urody trzeba cierpieć :)


       No dobra, podcięłam już te włosy. Co dalej?

     
       Teraz wystarczy zabezpieczać jak już wcześniej wymieniłam- serum , olejami, olejkami. Pamiętajcie, że końcówki to najstarsza i najbardziej doświadczona część czupryny i wymaga największej opieki. Nie żałujcie jej cennych składników odżywczych.


      A na koniec podam kilka linków do popularnych produktów do zabezpieczania:

-jedwab CHI
serum Garnier Goodbye Damage
L'Oreal Paris Mythic Oil
-jedwab Green Pharmacy



     Nie wiem na ile te rady się przydadzą, nie gwarantuję też , że każdemu pomogą. Co włosy, to i inne potrzeby. Napisałam o najistotniejszych moim zdaniem sprawach, o których nie można zapomnieć . Stosowanie się do tych wskazówek na pewno pomoże Wam w walce o długie, ale przede wszystkim piękne włosy. Najważniejsza jest cierpliwość i systematyczność :) Życzę wszystkim powodzenia. Trzymajcie się!